środa
1
Haliny
Mariana
Marcina
czwartek
2
Jagody
Urbama
Marii
piątek
3
Jacka
Anatola
Tomasza
sobota
4
Odona
Malwiny
Elżbiety
niedziela
5
Marii
Antoniego
poniedziałek
6
Gotarda
Dominiki
Łucji
wtorek
7
Cyryla
Estery
Metodego
środa
8
Edgara
Elżbiety
Eugeniusza
czwartek
9
Lukrecji
Weroniki
Zenona
piątek
10
Sylwany
Witalisa
Antoniego
sobota
11
Olgi
Kaliny
Benedykta
niedziela
12
Jana
Brunona
Bonifacego
poniedziałek
13
Henryka
Kingi
Andrzeja
wtorek
14
Ulryka
Bonawentury
Kamila
środa
15
Henryka
Włodzimierza
Dawida
czwartek
16
Mariki
Benity
Eustachego
piątek
17
Anety
Bogdana
Jadwigi
sobota
18
Erwina
Kamila
Szymona
niedziela
19
Wincentego
Wodzisława
Marcina
poniedziałek
20
Czesława
Hieronioma
Małgorzaty
wtorek
21
Daniela
Dalidy
Wawrzyäca
czwartek
23
Stwosza
Bogny
Brygidy
piątek
24
Kingi
Krystyny
sobota
25
Walentyny
Krzysztofa
Jakuba
niedziela
26
Anny
Mirosławy
Grażyny
poniedziałek
27
Lilii
Julii
Natalii
wtorek
28
Aidy
Marceli
Wiktora
środa
29
Olafa
Marty
Ludmiły
czwartek
30
Julity
Piotra
Aldony
piątek
31
Ignacego
Lubomira
Heleny

Opisy miesięcy

Damian Mazurowski

Lipiec - MUS CZEKOLADOWY

Damian podczas pandemii dużo czytał, biegał, ćwiczył. Niemal nie oglądał telewizji. Podczas kwarantanny przytyliśmy średnio dwa kilogramy, on schudł osiem. W czwartym miesiącu pandemii nadal ogranicza telewizję. W bagażniku auta wozi rower i codziennie po pracy robi trasę Brzeźno – Sopot.

– Co z towarem? Co z ludźmi? – pomyślał Damian Mazurowski, szef kuchni w jednej z gdańskich restauracji, kucharz z ponad 25-letnim doświadczeniem, gdy 13 marca rząd ogłosił, że od następnego dnia restauracje będą zamknięte.
14 marca była sobota. Półki w lodówkach i spiżarniach uginały się pod ciężarem produktów na weekend.

Kuchnie stały się podczas pandemii prawdziwymi polami bitwy. Ludzi dobrej woli i liczby inicjatyw nie da się zliczyć. Osoby prywatne i firmy wpłacały datki na ciepłe posiłki dla medyków albo fundowały obiady potrzebującym. Wolontariusze i taksówkarze rozwozili jedzenie.

Po kilku dniach przestoju kuchnia w restauracji Damiana wróciła do pracy na ćwierć gwizdka. Serwowali na wynos, piekli chleb, charytatywnie karmili kilkoro okolicznych seniorów i taksówkami wysyłali dania obiadowe do szpitali. Mimo to czasu wolnego Damian miał tak dużo jak nigdy.
– Dziś myślę, że pandemia była cudownym czasem dla ludzi, którzy chcieli dobrze go wykorzystać – mówi Damian. – Wszyscy się zagalopowaliśmy, za dużo pracy, za mało czasu dla rodziny i przyjaciół. Sam jestem pracoholikiem. Wybrałem trudny, niekiedy stresujący zawód, ale bardzo uzależniający.

W telefonie przechowuje zdjęcie z nabrzeża Motławy, które zrobił w drodze do pracy 8 kwietnia o godzinie 13. To była środa, słoneczny dzień i ani żywego ducha, miasto jak wymarłe.
– Nigdy jeszcze nie widziałem czegoś tak smutnego – przyznaje.
Dziś patrzy na przyszłość z optymizmem i stara się tym entuzjazmem zarażać innych.
– A co szef kuchni poleca na pandemiczny smutek?
– Mus czekoladowy albo puszystą kaszę manną z wanilią, skórką pomarańczy i konfiturą malinową.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies (naszych oraz naszych zaufanych partnerów: Google, Facebook) i podobnych technologii w celu świadczenia usług, dostosowania strony do indywidualnych preferencji użytkowników oraz w celach statystycznych, analitycznych i reklamowych. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Ok, rozumiem.